Dorafin

7 zasad rozsądnego zarządzania pieniędzmi

 W trudnych czasach spowolnienia gospodarczego szczególnie ważne wydaje się skuteczne i rozważne zarządzanie własnymi finansami. W trakcie boomu ewentualne błędy czy rozrzutność udawało się zrekompensować podwyżką wynagrodzenia czy nadgodzinami. Teraz trudno nie tylko na nie liczyć, ale co gorsza, wiele osób stoi przed widmem groźby utraty pracy. Pora na chwilę zastanowienia.

1. Utrzymuj płynność finansową. Na wypadek choroby czy utraty pracy każdy powinien mieć dostęp do przynajmniej równowartości swoich trzymiesięcznych wydatków (niektórzy eksperci twierdzą, że nawet sześciomiesięcznych).

Docelowo najlepszym uniwersalnym rozwiązaniem jest stworzenie funduszu bezpieczeństwa

poprzez systematyczne deponowanie niewielkich sum na specjalnie wydzielonym koncie lokacyjnym w banku. Tu nie chodzi o wielkie zyski, ale o łatwy dostęp do środków. Tymczasowo pewnym substytutem może być otwarcie sobie linii kredytowej w banku z tak zwanym kredytem odnawialnym, od którego odsetki płaci się wyłącznie od rzeczywiście wykorzystanych pieniędzy (plus marża za gotowość banku do udzielenia pożyczki).

2. Zacznij samodzielnie odkładać na emeryturę. Smutna prawda jest taka, że obecny system nie zagwarantuje nikomu godnej starości, a zatem każdy, kto ma jakiekolwiek dochody powinien jak najszybciej rozpocząć zabezpieczanie swojej jesieni życia. Liczący wyłącznie na ZUS czy OFE mocno zdziwią się ostateczną wysokością świadczeń.

3. Ubezpiecz się przed katastrofą. Niektórzy przesadzają z liczbą polis lub nawet błędnie traktują je jako inwestycje (pomijamy tutaj polisy lokacyjne, które służą do unikania podatku kapitałowego). Ubezpieczenie z założenia ma nas chronić przed nadzwyczajnymi wydarzeniami i na przykład ojciec rodziny z niepracującą żoną rozsądnie zrobi wykupując polisę na życie o wartości co najmniej pięciokrotności jego rocznych dochodów.

4. Najpierw płać sobie. To bardzo prosta i skuteczna zasada. Przed zapłaceniem za rachunki czy wydaniem pieniędzy na zakupy w supermarkecie odłóż choćby niewielką kwotę oszczędności. Niektórzy zniechęcają się ich niewielkimi możliwościami, ale nawet 50 zł czy 100 zł regularnie wpłacane na zwyczajne konto

w banku urośnie do pokaźnej sumy. Warunkiem jest sumienność i cierpliwość. Co ciekawe, istnieją ludzie, którzy wydają na przykład ponad 200 zł na rachunki za telefony komórkowe, a jednocześnie twierdzą, że nie mają z czego odkładać. Nic dziwnego.

5. Jeśli chcesz kupić nieruchomość na kredyt, zbieraj na wkład własny. Trudna sytuacja na rynku kredytów hipotecznych spowodowała gwałtowne zaostrzenie się kryteriów stosowanych przez banki wobec klientów. Znacznie podniesiesz swoją wiarygodność posiadając choćby część środków. Spadające ceny nieruchomości powodują, że każda odkładana złotówka nabiera większego znaczenia.

6. Kup samochód na jaki cię stać. Wielu ludzi próbuje podnieść swój status społeczny przez zakup drogiego auta, a to przecież skarbonka bez dna i od razu

tracisz pieniądze przy pierwszym trzaśnięciu drzwiami. Generalnie sprawdzona reguła jest taka, żeby nie brać kredytu na samochód, ale jeśli nie możesz się powstrzymać, albo po prostu brakuje ci środków, przynajmniej stosuj zasadę 20/4/10. Oznacza to, że powinieneś posiadać kwotę odpowiadającą co najmniej 20% wartości samochodu na wkład własny. Kredyt winien trwać maksimum 4 lata, a jego rata nie powinna przekraczać 10% twoich przychodów.

7. Zmobilizuj się do spłaty długów. Osoby, które nie potrafiły dotąd narzucić sobie dyscypliny i brały kolejne pożyczki znalazły się w bardzo trudnym położeniu. Dochody raczej nikomu nie wzrosną, a wielu osobom wręcz grozi utrata zatrudnienia. To ostatnia chwila na zrobienie solidnych porządków w finansach osobistych. Ogólna reguła jest taka, że jeśli płacone raty przekraczają 35% twoich przychodów oznacza to uruchomienie się dzwonka alarmowego (szczególnie głośnego w przypadku kart kredytowych i drogich kredytów konsumpcyjnych).

Oczywiście temat jest bardzo szeroki i te kilka zasygnalizowanych tu punktów ma za zadanie jedynie pobudzić do dalszego działania, bo sytuacja finansowa każdego czytelnika jest nieco inna. Najlepiej zacząć od zastanowienia się nad strukturą przychodów i wydatków domowych, czyli budżetu. Dopiero wtedy uda się znaleźć słabe miejsca, przez które regularnie wyciekają pieniądze, które można wykorzystać w znacznie bardziej pożyteczny i przyjemny sposób.

Zbigniew Papiński | Wtorek [10.03.2009, 13:10]

z http://www.notowany.pl/artykul/6874/7-zasad-rozsadnego-zarzadzania-pieniedzmi

ZARZĄDZANIE FINANSAMI

(presja kupowania)

Każdy zna porzekadło: Pieniądze szczęścia nie dają. Różnie się z nim zgadzamy i różnie je w życiu potwierdzamy. Jedni od razu wydają wszystko, tłumacząc, że pieniądze nie idą w parze ze szczęściem. Drudzy twierdzą, że jakość życia zależy nie tyle od posiadanych pieniędzy, ile od tego, w jaki sposób i na zaspokojenie jakich potrzeb je wydamy. Niemal przez całe życie mamy regularne wpływy finansowe, poczynając od kieszonkowego, poprzez własne zarobki, na świadczeniu emerytalnym kończąc. Pieniądze są niezbędne. Dzięki nim zaspokajamy potrzeby materialne. Spełnienie niektórych z nich jest konieczne: zakup żywności, lekarstw i ubrań, opłata za czynsz. Bez spełnienia innych nie potrafimy natomiast wyobrazić sobie codzienności. Część potrzeb wiąże się z postępem, ułatwiającym nam życie, ale też wpędzającym w koszta: samochód, bez którego ani rusz, nie tylko kupujemy, ale i płacimy potem za paliwo i ubezpieczenie, telefon - płacimy za rozmowy, telewizor - opłacamy choćby podstawowy abonament. Wymienione kategorie wydatków możemy zaliczyć do wydatków podstawowych, a przecież na nich się nie kończy. Często przy tym uważamy, że zarabiamy bardzo mało. Jednak możemy być w tym przekonaniu bardzo subiektywni. O rzeczywistym poziomie naszych wpływów finansowych świadczy kondycja i liczba firm, produkujących niewyobrażalną różnorodność towarów tylko w jednym celu: abyśmy całość dochodów konsumowali, a nawet się zadłużali. Niestety, bardzo wiele osób "posłusznie" pozbywa się wszystkich pieniędzy do końca miesiąca i niecierpliwie czeka na nowy zastrzyk gotówki. Konsumpcję czasami usprawiedliwiamy tym, że skoro pieniądze nie dają szczęścia, to należy je jak najszybciej wydać. Ale nie wszyscy tak postępują, uważając, że jakość życia zależy nie tyle od posiadanych pieniędzy, ile od tego, na zaspokojenie jakich potrzeb je wydamy. O bieżącej koniunkturze w gospodarce w dużym stopniu decyduje nasz popyt na produkowane dobra. Z tego powodu już od najmłodszych lat przyzwyczaja się nas do wydawania pieniędzy. To najlepiej tłumaczy, dlaczego tak mało oszczędzamy, nawet wtedy gdy dochody mamy coraz większe. Warto pamiętać, że o naszym dobrobycie bardziej decyduje niski poziom konsumpcji niż wysokość wpływów finansowych. Z jednej strony spotykamy się z zachętami do oszczędzania, z drugiej - do konsumpcji. Musimy wiedzieć, że konsumpcja jest czynnikiem pobudzającym gospodarkę; bieżący dobrobyt społeczeństwa zależy wprost proporcjonalnie od popytu na produkowane dobra. Popyt zaś pobudza reklama, która wmawia nam, że do szczęścia brakuje nam tylko... reklamowanego towaru. Jednak nikt (z wyjątkiem nas samych) nie próbuje nawet analizować, czy my tych dóbr tak naprawdę potrzebujemy.
Weźmy przykład: Czujemy się osamotnieni, a producent jedzenia dla kotów wskazuje nam zaraz najlepszy lek na samotność - właśnie kota. Oczywiście nie powie wprost: jeżeli czujesz się samotny, to kup sobie kota. Zrobi to w formie zgrabnego filmu reklamowego, w którym kot nie tylko smacznie zje reklamowany pokarm, ale będzie sfilmowany tak, by bardzo chciało się go przytulić. I nabywamy kota. Ponieważ kot pełni rolę naszego przyjaciela, tak też - po przyjacielsku - musimy go traktować. Kupujemy mu więc nie tylko reklamowane jedzenie, ale i chrupki w kształcie rybek czy specjalne witaminy. Aby kot nie zwariował i doceniał naszą troskę o jego potrzeby, musimy go wysterylizować. A jeszcze nasz przyjaciel musi mieć posłanie, specjalną klatkę do podróży, odpowiedni piasek do kuwety, który pochłonie brzydki zapach itp., itd. W ten sposób bez trudu wydamy ponad 100 złotych miesięcznie.

Jedynym sposobem na ograniczenie konsumpcji jest zarządzanie finansami osobistymi w sposób przypominający ten, który stosuje się w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa ocenia się nie tyle na podstawie bieżących zysków, co perspektywy osiągania tych zysków w przyszłości, a te zależą przede wszystkim od koniunktury na produkowane towary oraz od racjonalnego planowania wydatków. W fazie szybkiego rozwoju gospodarczego część przedsiębiorstw osiąga duże zyski tylko dzięki koniunkturze. Nie są one efektem jakości zarządzania. Jeśli więc w okresie boomu gospodarczego firma nie zainwestuje w jakość i nie utworzy rezerw na nieuchronne okresy spowolnienia, to gdy takie wystąpią, najpewniej dojdzie do bankructwa firmy.
Zarządzanie finansami osobistymi rządzi się niemal identycznymi zasadami. Koniunkturę w gospodarce możemy porównać do posiadania dobrej posady. Nikt nam nie da gwarancji, że nie utracimy jej w przyszłości. Dlatego musimy nie tylko inwestować we własny rozwój zawodowy, ale także tworzyć rezerwy, czyli oszczędzać.
Co więcej, konieczność zarządzania osobistymi finansami wydaje się bardziej oczywista niż w wypadku zarządzania przedsiębiorstwem. W odróżnieniu bowiem od firmy zmniejszają się nasze moce produkcyjne (starzejemy się), a gdy mamy rodzinę, to ponosimy odpowiedzialność też za jakość jej życia.